Kolejna szklanka whiskey przyniosła mi
ukojenie. Lezałem na plaży w Los Angeles obserwując zachodzące słońce. To już
kolejny dzień gdy zalewam się w trupa nic nie robiąc. Alkohol stał się moim
najlepszym przyjacielem. Kilka dni temu podali oficjalną przyczynę katastrofy.
Silniki przestały pracować, samolot nie był dokładnie sprawdzony przed startem.
Karygodny błąd linii lotniczych. Przetarłem dłonią zmęczone oczy... w nocy nie
sypiam za dobrze... ciągle widzę siebie na miejscu Franka. Widzę w spowolnionym
tempie jak moje ciało trawi pożar a pózniej budzę się z krzykiem. Sięgnąłem po
butelkę zakopaną w piasku obok mnie. Nawet nie trudziłem się aby przelać
zawartość do szklanki tylko pociągnąłem z gwinta. Jutro miałem wrócić do pracy
a byłem w kompletnej rozsypce. Obraz przed moimi oczyma coraz bardziej się
rozmazywał, odpływałem w sen.
Obudził mnie delikatny zefirek owiewający
moją spoconą twarz. Poczułem ciepły piasek pod stopami. Znowu zasnąłem na
plaży. Złapałem się za głowę właśnie nadszedł mój najlepszy przyjaciel: kac.
Zmrużyłem powieki podnosząc się ze starego już nieco wysłużonego lerzaka.
Wziąłem prysznic przebrałem się w miarę czyste ciuchy i wybiegłem do pracy.
Mieliśmy zrobić wielką kampanię reklamową
dla naszego największego klienta. Rob - mój szef a w sumie i również przyjaciel
powierzył mi to zadanie. Całymi dniami
ciężko pracowałem a nocami upijałem się do nieprzytomności. Wreszcze nadszedł
upragiony wieczór. Rozdanie nagród, zamierzałem zgarnąc ją tylko dla siebie.
Moj spot reklamowy polegał na
przedstawieniu członków załogi lotu 82 w mini seriach zatytułowanych :
''Pamiętamy''.
- A nagrodę otrzymuje Pan Shane Filan z
firmy Enterprise - w sali rozbrzmiała burza oklasków. Siedziałem przy stoliku
wraz z pięną modelką - Triną. Byłem mocno wstawiony ale wstałem i zataczając
się doszedłem na scenę.
- Drodzy zebrani chciałem podziękować za
tą nagrodę. Wow! nie wiedziąłem, że jest aż taka cięzka - podniosłem w dłoni
statuetkę uśmiechając się - Zawsze marzyłem żeby pracować w tym całym gównie
dlatego jestem podwójnie wdzięczny Robowi za danie mi takowej szansy. Jak
wiecie mie również dotknęła tragedia sprzed miesiąca - zachwiałem się tracąc
równowagę przez co spadłem ze schodów tracąc przytomność...
Rok Później....
Stałem na lotnisku czekając aż ktoś mnie
wreszcie odbierze, dzisaj zakończyłem swój roczny odwyk Tak byłem uzależniony
lecz z pomocą Roba udało mi się wjść z tego. Szszczęście mnie rozpierało,
czułem się cudownie... Spojrzałem w górę... ani jedna chmurka nie przysłaniala
błękitnego nieba. To był dobry znak. Podczas pobytu w tym ośrodku stworzyłem
listę najważniejszych celów. Na pierwszym miejscu musiałem sprawdzić jak radzi
sobie rodzina Franka byłem mu to winien.
Wreszczie podjechała po mnie taksówka z przyjacielem siedzącym w środku.
Rozmawialiśmy tak jakbyśmy się niw widzieli co najmniej kilka lat. Wszystko
było cudowne, cieszyłem się z powrotu do domu. Niczym małe dziecko cieszące się
na widok nowej zabawki. Usiadłem na tarasie rozkoszując się zapachem morskiej
bryzy. W oddali na ciemnym niebie ujrzałem spadającą gwiazdę, zamknąłem oczy i
wypwiedziałem życzenie. Nigdy nie wierzyłem w takie zabobony ale raz w życiu
postanowiłem spróbować, w końcu zaczynam wszystko od nowa.
Zwlokłem się z łóżka wcześniej niż
zwykle, słońce wisiało już wysoko na niebie prażąc niemiłosiernie. Zalałem
kubek goroącą wodą wdychając cudowny zapach świeżo parzonej kawy. Oparlem się o blat wybierając numer na
informację
- Dzień dobry czy mogłaby mi Pani podać
adres rodziny Millerów. Chciałbym złożyć osobiste kondolencje Pani Miller po stracie męża - zacisnąłem
powieki, sam dokładnie nie wierząc w to co mówię.
- Pani Alice Miller mieszka przy Boolvar Avenue - zapisałem adres w terminarzu. Ubrałem koszulę i wyszedłem do samochodu. Po 20 minutach znalazłem się pod ich domem. Śliczna blondynka właśnie wychodziła ze środka z olbrzymim owczarkiem. Kobieta zamknęła go bagażniku starego Forda, poprawiła włosy, które opadły na jej wilgotne czoło. Była naprawdę piękna. Z pomocą internetu dowiedziałem się, że jest agentką nieruchomości. Powoli ruszyłem za nią. Miałem już pewien plan jak pomóc tej dziewczynie. Zatrzymała się pod białym budynkiem i zniknęła w za dużymi brudnymi drzwiami. Odczekałem chwilę i zapukałem.
- Pani Alice Miller mieszka przy Boolvar Avenue - zapisałem adres w terminarzu. Ubrałem koszulę i wyszedłem do samochodu. Po 20 minutach znalazłem się pod ich domem. Śliczna blondynka właśnie wychodziła ze środka z olbrzymim owczarkiem. Kobieta zamknęła go bagażniku starego Forda, poprawiła włosy, które opadły na jej wilgotne czoło. Była naprawdę piękna. Z pomocą internetu dowiedziałem się, że jest agentką nieruchomości. Powoli ruszyłem za nią. Miałem już pewien plan jak pomóc tej dziewczynie. Zatrzymała się pod białym budynkiem i zniknęła w za dużymi brudnymi drzwiami. Odczekałem chwilę i zapukałem.
- Proszę poczekać - usłyszałem ją oraz
szczekanie psa. Poprawiłem krawat a w tej samej chwili Alice otworzyła drzwi
- Przepraszam ale musiałam zamknąć
Donny'ego - uśmiechnęła się zakładając pukiel złotych włosów za ucho - Gdyby
się szef dowiedział, że wzięłąm go do pracy prawdopodobnie zostałabym zwolniona
- spuściła wzrok - Nie miałam go z kim zostawić - była speszona, nie dało się
tego nie zauważyć
- Spokojnie... ja Pani nie wydam -
roześmiałem się a ona wpuściłą mnie do środka. W powiietrzu unosioł się zapach
tanich papierosów. Mój wzrok przyuł obraz wiszący na ścianie . Przedstawiał on
dwoje młodych ludzi, stali nad brzegiem morza całując się żarliwie. On
obejmował ją mocno w talii a ona miała splecione ręce wokół jego karku.
- Ładne zdjęcie - wskazałem dłonią
- Też mi się podoba.... ukazuje coś co
jest nieosiągalne - zawiesiła głos - Takie rzeczy tylko w bajkach - dokończyła
odwracając wzrok
- Być może - wzruszyłem ramionami. Czy to
miejsce jest na sprzedaż bo poszukuje czegoś w tym stylu właśnie - nie
usłyszałem jej odpowiedzi gdyż Donnie zaczął ujadać jak oszalały.
- Przepraszam ale mam go dopiero od roku
i jeszcze nie dokońca jest wyćwiczony - kiwnąłem głową na znak, że rozumiem i
podszedłem do drzwi łazienki.
- Donnie spokój - nakazałem ostrym tonem
lecz pies nie posłuchał. - Donnie mówię do ciebie - powtózyłem głośniej co
tylko go jeszcze bardziej rozwścieczyło - Sam miałem owczarka, zaraz go
uspokoje - nie kontrolowałem swoich słów
- Mógłby Pan przyjśc po południu -
dziewczyna odepchnęła mnie od drzwi chwytając za klamkę
- Stało się coś - spytalem spoglądająć w
jej oczy
- Nie mówiłam, że to owczarek - powoli
otwierała drzwi
- Tak wiem, ale przyjechałem akurat jak
Pani wchodziła do budyku więc was widziałem - starałem sięwytłumaczyć swoją
wpadkę ale bezskutecznie. Kobieta
wypuściła olbrzyma, który bez chwili wahania wgryzł zęby w mój nowy garnitur
zwalając mnie z nóg.
- Donnie przestań... puść Pana na miłość
boską - najwyraźniej sama się wystraszyła i próbowała odciągnąć bestę. Gdy końcu jej się to udało moje nowe ciuchy było
w strzępkach.
- Bardzo Pana przepraszam... ja... ja...
- zaczęła się jąkać - nie mogę stracić tej pracy. Błagam niech Pani tego nie
zgłasza ja zapłacę za wszystkie szkody - łzy popłynęły z jej błękitnych oczu.
Uśmiechnałem się.
- Może ma Pani jakieś zamienne spodnie a
później napijemy się kawy - dodałem dla rozluźnienia atmosfery. - Jestem Shane - wyciągnąłem rękę
- Alice - uścisnęła ją ocierając mokre
policzki. - w samochodzie mam spodnie, które należały do mojego męża, myślę że
będą pasować - podeszła do starego Forda i wyciągnęła zieloną reklamówkę. Przebrałem się a pożniej zająłem miejsce przy
stoliku znajdującym się przed budynkiem.
- Twój mąż nie będzie zły - spytałem spoglądając na żółty materiał na
swoich nogach
-
Rozwiedliśmy się rok temu - kłamała. - kupiłam Donny'ego dla synów żeby jakoś załatać pustkę, którą
Frank zostawił. - Nigdy nie byłem żonaty więc nie wiem co czujesz - odparłem
zgodnie z prawdą. Spojrzałem na zegarek i zerwałem się na nogi - muszę już uciekać - dopiłem kawę a kubek wyrzuciłem do kosza na śmieci stojącego obok
- Czy Ty w ogóle zamierzałeś kupić ten budynek - zawiesiła swoje niebieskie oczy na moich. Kolana ugięły się pode mną - Tak ale mam jeszcze kilka innych ofert więc raczej będę się musiał poważnie zastanowić - pożegnałem się i szybkim krokiem udałem w stronę samochodu. Przekręciłem kluczyki zerkając w usterko. Stała tam.... kosmyk blond włosów opadł na jej twarz skąpaną w słońcu... wyglądała przepięknie.... Pokręciłem energicznie głową naciskając pedał gazu. To był kiepski pomysł aby tutaj przyjeżdżać. Zrobiłem z siebie idiotę.. tak idiotę inaczej nie da się tego nazwać. Dojechałem pod siedzibę firmy. Mój asystent właśnie wchodził do środka, krzyknąłem doganiając go w drzwiach.
- Jakieś zlecenia - spytałem zerkając na dokumenty trzymane przez niego
- Przeprowadzamy się - oznajmił z kwaśną miną
- Jak to? - szok. Przecież ten budynek był idealny na biuro reklamy.
- Joe stwierdził, że to miejsce odstrasza klientów czy jakoś tak - machnął ręką i podszedł do sekretarki z którą najwyraźniej flirtował. Przewróciłem oczami i wziąłem się za poszukiwanie szefa. Zacząłem od jego gabinetu lecz niestety był pusty, znalazłem go dopiero w niewielkim pomieszczeniu na końcu korytarza.
- Joe podobno szukasz czegoś nowego - odparłem zakładając dłonie na boki
- Poprawka Shane, Ty szukasz - odpowiedział dźgając palcem moją klatkę - Budynek ma być większy jak i przestronniejszy od obecnego - usiadł na biurku spoglądając na zewnątrz - Widzisz tych wszystkich ludzi - spytał - Każdy gdzieś się spieszy, wszyscy żyją w jakiś cholernym maratonie. Ja chcę wrzucić na luz, chce się cieszyć życiem.. pragnę wycisnąć z niego to co najlepsze - uśmiechnął się.
- I po to chcesz kupić coś nowego - coś mi się tu nie zgadzało. Nagle na jego palcu dostrzegłem brak obrączki. Teraz wszystko było jasne. Wycofałem się po cichu zamykając za sobą drzwi. Byli idealnym małżeństwem więc ciekawe co mogło pójść nie tak. Nagle pewien pomysł zaświtał mi w głowie. Alice....
- Jakieś zlecenia - spytałem zerkając na dokumenty trzymane przez niego
- Przeprowadzamy się - oznajmił z kwaśną miną
- Jak to? - szok. Przecież ten budynek był idealny na biuro reklamy.
- Joe stwierdził, że to miejsce odstrasza klientów czy jakoś tak - machnął ręką i podszedł do sekretarki z którą najwyraźniej flirtował. Przewróciłem oczami i wziąłem się za poszukiwanie szefa. Zacząłem od jego gabinetu lecz niestety był pusty, znalazłem go dopiero w niewielkim pomieszczeniu na końcu korytarza.
- Joe podobno szukasz czegoś nowego - odparłem zakładając dłonie na boki
- Poprawka Shane, Ty szukasz - odpowiedział dźgając palcem moją klatkę - Budynek ma być większy jak i przestronniejszy od obecnego - usiadł na biurku spoglądając na zewnątrz - Widzisz tych wszystkich ludzi - spytał - Każdy gdzieś się spieszy, wszyscy żyją w jakiś cholernym maratonie. Ja chcę wrzucić na luz, chce się cieszyć życiem.. pragnę wycisnąć z niego to co najlepsze - uśmiechnął się.
- I po to chcesz kupić coś nowego - coś mi się tu nie zgadzało. Nagle na jego palcu dostrzegłem brak obrączki. Teraz wszystko było jasne. Wycofałem się po cichu zamykając za sobą drzwi. Byli idealnym małżeństwem więc ciekawe co mogło pójść nie tak. Nagle pewien pomysł zaświtał mi w głowie. Alice....